Jak wygląda mój tydzień studencki...szczerze mówiąc nie mam na co narzekać.
Po pierwsze, cudowne jest to, że każdy plan układa pod siebie, więc mamy tutaj pole do popisu ( na tyle na ile USOS nam pozwoli ;) )
W poniedziałek teoretycznie mam dwa wykłady, ale praktycznie mam cały dzień wolny. Wykłady nie są obowiązkowe, natomiast musisz znać materiał i zdać egzamin na koniec. Ale dużo więcej zrobię i się nauczę w domu w te trzy godziny, niż siedząc na wykładzie.
W poniedziałek tylko idę na lektorat z francuskiego a reszta dnia jest wolna.
Wtorek jest moim wolnym dniem, ponieważ mam tylko wf, czyli jogę, więc bardzo przyjemny dzień.
Środa rano ćwiczenia z literatury brytyjskiej, a wieczorem lektorat.
W czwartek też nie jest najgorzej. Dzień zaczynam ćwiczeniami z literatury amerykańskiej i wstępu do językoznawstwa. Przerwa na obiad i powrót na PNJA academic writing.
Przynaję się, że mam problemy ze zmotywowaniem się, żeby wrócić na te ostatnie zajęcia, dlatego zastanówcie się dwukrotnie, czy okienka między zajęciami się sprawdzą w waszym przypadku.
I piątek...najcięższy dzień pod względem zajęć. Zaczynam ćwiczeniami ze wstępu do literaturoznawstwa. Później dłuższa przerwa, po której wracam do instytutu na składnię, PNJA vocabulary, fonetyka brytyjska.
Czasem dzień jest tak ciężki, że wracam do domu i padam na twarz ze zmęczenia. Chociaż czytając mój plan, wydaje się, że zajęć nie jest dużo, prawda?
Ćwiczenia i wykłady trwają przeważnie 1,5, czasami zdarza się, że wypuszczają nas wcześniej.
Przerwy między zajęciami trwają pół godziny, czyli sporo, można wyjść na kawę czy szybki lunch.
Teraz czeka mnie długi weekend i nadrabianie zaległości.
Miłego wieczoru wszystkim :)
No comments:
Post a Comment